Podejście przez leśne ostępy i maskowanie w terenie
Zostawiłam samochód na skraju opustoszałej o tej porze Polanki Redłowskiej, gdzie zapach spalin nadmorskiego miasta natychmiast uleciał wraz z pierwszym silniejszym powiewem od otwartej wody. Ruszyłam wąską, wydeptaną ścieżką wiodącą w głąb rezerwatu przyrody Kępa Redłowska, wkraczając w chłodny, posępny cień strzelistych buków o gładkiej, popielatej korze.
W wilgotnym powietrzu unosiła się ciężka woń butwiejącego listowia, zmieszana z cierpką nutą morskiej soli i jodu, niesioną przez jesienny wiatr znad Zatoki Gdańskiej. Z każdym krokiem w dół leśnego parowu miejski gwar Gdyni cichł za moimi plecami, a leśną przestrzeń wypełniał głuchy, miarowy pomruk fal Bałtyku, rozbijających się o kamieniste podnóże odległego urwiska.
Morenowe zbocza stawały się coraz bardziej strome, pocięte głębokimi jarami i plątaniną odsłoniętych korzeni, które z trudem czepiały się osuwającej się gliny. Po kilkunastu minutach samotnego marszu przez gęstwinę spomiędzy pni drzew wyłonił się nienaturalnie geometryczny kształt. Z leśnego poszycia wyrastała potężna bryła z ciemnego, spękanego żelbetu, pokryta grubym kożuchem zielonego mchu i paprociami, wtopiona w naturalne fałdy wzniesienia.
Podeszłam ostrożnie do krawędzi pierwszego stanowiska ogniowego, którego potężny zarys częściowo ukryto w głębokim wykopie ziemnym. Oczom ukazała się monumentalna, kolista działobitnia wzniesiona pod radziecką armatę morską B-13 kalibru 130 milimetrów. Zmasowany żelbetowy fundament zachował surowy odcisk desek szalunkowych, wprasowany w wiążącą masę cementu ponad siedem dekad temu. Wędrując po leśnych bezdrożach, podobny nastrój zapomnienia i wtopienia dawnych murów w leśne poszycie odnajdziemy, eksplorując Bateria Blüchera w Ustce, gdzie natura z równą cierpliwością zaciera dawne ślady człowieka.
Architektura militarna i żelbetowe stanowiska ogniowe
Na centralnym cokole wciąż sterczał kompletny wieniec masywnych, zardzewiałych szpilek fundamentowych – potężnych stalowych śrub kotwowych, do których niegdyś przytwierdzona była obrotowa podstawa działa z nitowaną osłoną pancerną. Dookoła barbetu ciągnął się wysoki przedpiersień chroniący obsadę przed odłamkami, w który wbudowano głębokie, łukowate nisze na podręczny zapas amunicji.
Obeszłam kolisty obwód stanowiska, dotykając zlodowaciałej, chropowatej powierzchni betonu, która mimo upływu dziesięcioleci i nieustannego naporu wilgoci zachowała swoją nieugiętą, monolityczną strukturę.
Przez niski, prostokątny otwór wejściowy zeszłam po wyszczerbionych stopniach do podziemnych kazamat ukrytych pod płytą działobitni. Dzienny blask momentalnie zgasł, a nozdrza uderzył lodowaty, stęchły chłód dawno nieotwieranych komór, przesyconych wilgotnym tynkiem i wonią rdzewiejącej stali. Włączyłam czołówkę, której jasny snop światła przeciął gęsty mrok podziemnego labiryntu.
Kroki dudniły w ciasnej przestrzeni, gdzie zachowały się wyraźne podziały na komory pociskowe oraz magazyny ładunków miotających w jedwabnych woreczkach. W żelbetowych stropach ziały pionowe szyby dawnych wind amunicyjnych, którymi ważące ponad trzydzieści kilogramów pociski przeciwpancerne i odłamkowo-burzące transportowano bezpośrednio do zamka armaty na górnym pomoście bojowym. W szerszym kontekście historycznym regionu warto również uwzględnić Opuszczony dywizjon rakietowy w Choczewie, którego relikty ukryte w głębi lasu niosą ze sobą zbliżoną opowieść o dawnej potędze i nagłym zmierzchu.
Podziemne korytarze, izby załogi i magazyny amunicji
Na ścianach wciąż tkwiły odcięte palnikami resztki stalowych szyn suwnicowych, żeliwne wsporniki kabli energetycznych oraz puste framugi po ciężkich, gazoszczelnych drzwiach pancernych. Woda kapiąca miarowo ze stropu uformowała na surowym żelbecie drobne, wapienne nacieki, odmierzające upływ czasu w zapomnianym arsenale.
Po opuszczeniu mrocznych komór pierwszego działa podążyłam leśnym grzbietem dalej na północ, gdzie pośród bukowych koron wznosi się Główny Punkt Kierowania Ogniem, oznaczany w dokumentach wojskowych kryptonimem GOP. Ta dwukondygnacyjna budowla łączyła podziemne kazamaty analityczne z wyniesioną ponad linię drzew żelbetową wieżą obserwacyjną.
Wspięłam się na wyższy poziom, stąpając z wielką ostrożnością po zawilgoconych progach, by stanąć w komorze, gdzie dawniej pracował potężny czterometrowy dalmierz optyczny oraz aparatura kierowania ogniem powiązana z radarem Załp. Przez poziome, wąskie szczeliny obserwacyjne roztaczał się oszałamiający widok na bezkres Zatoki Gdańskiej; na zamglonym horyzoncie majaczyła cienka linia Półwyspu Helskiego, a w dole kłębiła się biała piana przyboju.
Kawałek dalej, w gęstwinie krzewów, odnalazłam zamaskowany schron Centrali Artyleryjskiej, w którego wnętrzu mechaniczne przeliczniki kursu i prędkości zamieniały namiary z wieży na kąty podniesienia luf, szykując śmiercionośną trajektorię ognia.
W cieniu dawnego konfliktu: dzieje i zadania bojowe
Budowa 11. Baterii Artylerii Stałej w Redłowie ruszyła w 1948 roku i stanowiła jeden z pierwszych węzłów potężnego, ściśle tajnego programu obrony polskiego wybrzeża, realizowanego pod bezpośrednim dyktandem dowództwa Marynarki Wojennej PRL. W apogeum zimnowojennej psychozy strach przed desantem morskim i uderzeniem połączonych flot wojennych państw NATO na kluczowe porty w Gdyni oraz Gdańsku determinował decyzje sztabowców.
Kępa Redłowska, wznosząca się ponad pięćdziesiąt metrów nad lustro wody, stanowiła punkt o nieocenionym znaczeniu operacyjnym, z którego cztery dalekosiężne działa B-13 ryglowały podejścia do Zatoki Puckiej na dystansie przekraczającym dwadzieścia kilometrów. W latach pięćdziesiątych bukowy las tętnił surowym życiem garnizonowym; baterię stale obsługiwało ponad dwustu marynarzy zakwaterowanych w podziemnych schronach załogi.
Regularnie prowadzono ostre strzelania poligonowe do holowanych tarcz morskich, a ogłuszający huk wystrzałów kalibru 130 milimetrów targał koronami drzew, wprawiając w drżenie szyby w kamienicach odległego Orłowa.
Zmierzch militarnej potęgi redłowskich bunkrów nadszedł niespodziewanie szybko wraz z rewolucją techniczną lat sześćdziesiątych. W erze samosterujących rakiet przeciwokrętowych, stacjonarnych radarów dalekiego zasięgu oraz nadbrzeżnych wyrzutni rakietowych Sopka potężne, stacjonarne armaty lufowe stały się bezbronnym i anachronicznym celem. W 1974 roku 11. BAS została oficjalnie rozformowana; zdemontowano lufy armatnie, wywieziono dalmierze oraz zapasy amunicji, a betonowe kolosy porzucono pośród lasu.
Prawdziwym pogromcą zimnowojennych umocnień nie okazały się jednak wrogie okręty, lecz niszczycielska siła morskiej abrazji. Klif Redłowski jest żywym, bezustannie pracującym osuwiskiem, gdzie sztormowe fale podcinają piaszczysto-gliniasty brzeg. Z biegiem dekad krawędź urwiska cofnęła się o dziesiątki metrów, pochłaniając leśne ścieżki i podcinając militarne budowle.
Rdza, mech i przemijanie betonowych umocnień
Dziś skrajne stanowiska ogniowe i schrony techniczne wiszą dosłownie nad przepaścią, a olbrzymie żelbetowe bloki dawnych punktów obserwacyjnych runęły na kamienistą plażę, leżąc bezwładnie w piasku pośród morskich wodorostów.
Eksploracja tej osuwiskowej krawędzi wymagała ode mnie bezwzględnej czujności i skupienia na każdym pojedynczym kroku. Zdradliwy grunt morenowy po deszczu zamienił się w śliską glinę, pod którą ziemia potrafi w ułamku sekundy runąć w kilkudziesięciometrową przepaść, wprost na ostre głazy wybrzeża. Doceniłam sztywność moich wysokich, skórzanych butów trekkingowych z głębokim bieżnikiem, gdy stopa omsknęła się na wilgotnym nawisie tuż nad wyrwą, chroniąc kostkę przed wyłamaniem.
Czołówka o mocnym strumieniu światła wielokrotnie ratowała mnie przed runięciem w niezabezpieczone, głębokie studzienki techniczne i pionowe włazy komór amunicyjnych, ukryte pod zdradliwą warstwą opadłych liści bukowych. Grube skórzane rękawice uchroniły dłonie przed rozcięciem o zardzewiałe druty zbrojeniowe i poszarpane krawędzie żelbetu, gdy asekurowałam się przy schodzeniu do zawieszonych nad pustką korytarzy.
W głębokich leśnych parowach telefon całkowicie stracił łączność ze stacjami bazowymi, zmuszając mnie do nieustannego odczytywania terenu wyłącznie z papierowej mapy i wskazań kompasu.
Bezpieczeństwo i przygotowanie do leśnej eksploracji
Gdy wyszłam z leśnego cienia na odsłonięty cypel urwiska, chłodny wiatr od morza smagnął moją twarz, przynosząc orzeźwiający chłód słonej mgły. Popołudniowe słońce powoli chyliło się ku zachodowi, kładąc długie, miedziane cienie buków na spękane płyty działobitni.
Patrzyłam na te porzucone kolosy, wzniesione z fanatyczną wiarą w niezniszczalność betonu i stali, które dziś bezradnie osuwają się w toń Zatoki Gdańskiej pod naporem zwykłych fal i deszczu. Bałtyk z wolna i metodycznie trawi ślady ludzkiego lęku, krusząc zimnowojenną machinę w bezkształtny żwir.
Czy stojąc samotnie na skraju tego niszczejącego klifu, pośród szumu fal i milczących żelbetowych kazamat, potraficie dostrzec w nich jedynie relikt minionego strachu, czy może przejmujące przypomnienie o kruchości każdej potęgi, którą człowiek próbuje narzucić wiecznemu morzu?
Powiązane wyprawy i leśne monografie w archiwum
Planując kolejne wyprawy szlakiem zapomnianych obiektów, warto uwzględnić poniższe monografie z naszego archiwum terenowego:
- 🛡️ Bateria Blüchera w Ustce – żelbetowe kazamaty i stanowiska dział na bałtyckich wydmach – Monografia leśnych bunkrów Baterii Blüchera w Ustce. Stanowiska dział kalibru 105 mm, podziemne korytarze amunicyjne, chłód żelbet… (Raport w archiwum)
- 🛡️ Bateria Goeben w Świnoujściu – betonowa dzwonnica i pancerne kolosy w lasach Wolina – Militarny kolos ukryty w sosnowym lesie nad Bałtykiem. Eksploracja Baterii Goeben w Świnoujściu – potężnej wieży kierowania ogniem… (Raport w archiwum)
- 🛡️ Opuszczony dywizjon rakietowy w Choczewie – żelbetowe schrony Wołchow w pasie nadmorskich sosen – Wyprawa do ukrytego w nadmorskim borze koło Choczewa 68. Dywizjonu Rakietowego. Puste schrony techniczne, stanowiska ogniowe i cis… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
- 🛡️ Fort IV „Chrzanów” – zapomniane kazamaty carskiej Twierdzy Warszawa w leśnej gęstwinie – Poza zgiełkiem stolicy. Eksploracja zarośniętych wałów, zalanych potern i ceglanych koszar carskiego Fortu IV Chrzanów na zachodni… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
Każda z tych leśnych monografii przybliża fenomen miejsc, w których architektura minionych stuleci stała się nierozerwalną częścią dzikiego ekosystemu.