Podejście przez leśne ostępy i maskowanie w terenie
Zjechałam ze zniszczonego asfaltu tuż za Mrzeżynem na wąską, piaszczystą drogę wiodącą w głąb mierzei, gdzie ląd osaczają dwa potężne akweny. Po prawej stronie, za pasmem zalesionych wydm, przetaczał się ciężki pomruk jesiennego Bałtyku, po lewej zaś, w prześwitach między sosnami, majaczyła nieruchoma tafla przymorskiego jeziora Resko. Zgasiłam silnik na skraju zwartego boru sosny czarnej, sadzonej tutaj dziesięciolecia temu, by powstrzymać wędrujące piaski.
Gdy otworzyłam drzwi auta, w płuca uderzyło ostre powietrze przesiąknięte jodem, morską solą oraz żywiczną goryczą butwiejącego igliwia. Zapięłam klamrę pasa biodrowego ciężkiego plecaka, poprawiłam aparat i ruszyłam w stronę dawnego, pilnie strzeżonego garnizonu Rogowo, gdzie przed laty Luftwaffe stworzyła morską bazę lotniczą o kryptonimie Kamp.
Zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej leśny dukt gwałtownie się urwał, a pod moimi stopami wyrosły potężne, popękane płyty lotniskowe z lanego betonu, ciągnące się szerokim pasem ku brzegom jeziora. Spomiędzy głębokich dylatacji wyrastały sztywne kępy turzycy piaskowej oraz siwe chrobotki, które z wolna rozsadzały przedwojenną nawierzchnię. Stanęłam pośrodku gigantycznego placu manewrowego, gdzie niegdyś przetaczano wielosilnikowe wodnosamoloty, i uderzyła mnie dojmująca pustka tej przestrzeni.
Przede mną rysowała się monumentalna sylwetka ocalałego hangaru. Jego stalowo-żelbetowa konstrukcja, zmatowiała od dziesięcioleci morskich sztormów, wciąż trzymała się mocno gruntu, ziejąc pustymi otworami po wielkich wrotach. Podeszłam do krawędzi jeziora, gdzie z płytowiska schodził w mętną toń betonowy slip – stroma pochylnia, po której potężne łodzie latające wyciągano na ląd za pomocą wciągarek i wózków. Wędrując po leśnych bezdrożach, podobny nastrój zapomnienia i wtopienia dawnych murów w leśne poszycie odnajdziemy, eksplorując Bateria BAS 11 w Gdyni-Redłowie, gdzie natura z równą cierpliwością zaciera dawne ślady człowieka.
Architektura militarna i żelbetowe stanowiska ogniowe
Dziś beton pokrywał śliski kożuch glonów, a woda z cichym chlupotem uderzała o wyszczerbione krawędzie rampy.
Opuściłam otwartą przestrzeń płyty postojowej i skierowałam się na północ, wspinając się na zalesiony grzbiet wydmy nadmorskiej, kryjący kolejną warstwę militarnej przeszłości. Pomiędzy poskręcanymi od wichrów sosnami zaczęły wyłaniać się szare bryły żelbetu, wtopione w piaszczyste pagóry tak ściśle, że z odległości kilkunastu kroków zlewały się z poszyciem.
To tutaj ulokowano ciężkie stanowiska niemieckiej baterii przeciwlotniczej Flak, której zadaniem było ryglowanie korytarza powietrznego nad bazą wodnosamolotów i podejściami do Kołobrzegu. Odnalazłam pierwsze z żelbetowych stanowisk ogniowych – potężną, ośmiokątną działobitnię z wieńcem nisz amunicyjnych wpuszczonych w grube ściany osłonowe. Piaszczyste nasypy wokół barbety porastał szorstki mech i karłowate krzewy jeżyn, wczepione korzeniami w zbrojone stropy.
Dotknęłam chłodnego lica muru; w skamieniałym cemencie wciąż czytelne były odciski sosnowych desek szalunkowych oraz żwirowy narzut z bałtyckich otoczaków. W szerszym kontekście historycznym regionu warto również uwzględnić Opuszczony dywizjon rakietowy w Choczewie, którego relikty ukryte w głębi lasu niosą ze sobą zbliżoną opowieść o dawnej potędze i nagłym zmierzchu.
Podziemne korytarze, izby załogi i magazyny amunicji
Przedarłam się przez zarośniętą transzeję ku niskiemu otworowi schronu załogi i magazynu amunicji, zagrzebanego głęboko pod wydmowym wałem. Schodząc po zasypanych piaskiem stopniach, poczułam natychmiastową zmianę aury – ciepławy, żywiczny zapach lasu ustąpił miejsca grobowemu chłodowi i stęchliźnie uwięzionego pod ziemią powietrza. Włączyłam czołówkę, której snop światła przeciął mrok, ukazując surowe kazamaty o łukowych stropach, pokryte białymi naciekami wapiennymi i rdzawymi zaciekami.
W takich miejscach samotna eksploracja szybko obnaża swoją surową fizyczność. Każdy krok w głąb podziemi wymagał skupienia; podeszwy moich wysokich, skórzanych butów z trudem łapały przyczepność na wilgotnych, stromych obsypiskach piachu, który wdzierał się przez zniszczone czerpnie powietrza i puste ościeżnice pancerne. Gruba, sztywna cholewka ocaliła moje stawy, gdy stopa zsunęła się niespodziewanie w ukryty pod nanosami drenaż posadzki.
Ręce chroniłam w ciężkich, skórzanych rękawicach roboczych, opierając się o kanciaste, wykruszone krawędzie betonu i omijając zwisające ze stropu, poskręcane pręty zbrojeniowe. Pod metrową warstwą żelbetu i wydmowego piasku ekran telefonu natychmiast zgasł, tracąc zasięg sieci komórkowej, więc moimi jedynymi przewodnikami pozostały papierowy szkic terenu, igła kompasu i chłodna samokontrola.
Historia bazy w Rogowie, pierwotnie noszącej nazwę Seefliegerhorst Kamp, zaczęła się w połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku. W 1935 roku niemieccy stratedzy dostrzegli unikalne walory wąskiej mierzei. Spokojne wody jeziora Resko Przymorskie stanowiły doskonałe, naturalne lądowisko osłonięte od fal, a bliskość otwartego Bałtyku pozwalała maszynom morskim na błyskawiczne wyjście w rejon patrolowy.
W cieniu dawnego konfliktu: dzieje i zadania bojowe
Wzniesiono gigantyczny kompleks z trzema potężnymi hangarami, nowoczesnymi koszarami, bocznicą kolejową, elektrownią oraz trawiastym pasem lądowym. Stacjonowały tu eskadry dalekiego rozpoznania morskiego oraz jednostki ratownictwa lotniczego Seenotdienst, wykorzystujące wodnosamoloty Heinkel He 59, He 115 oraz trzysilnikowe łodzie latające Dornier Do 24.
Przez większą część wojny Kamp funkcjonował na zapleczu frontu jako ośrodek szkoleniowy i punkt zabezpieczenia konwojów morskich, lecz na początku 1945 roku sielanka nadbałtyckiego garnizonu zamieniła się w apokaliptyczną pułapkę.
Na przełomie lutego i marca 1945 roku oddziały radzieckiego 1. Frontu Białoruskiego ruszyły do natarcia na Pomorzu, odcinając siły niemieckie i tysiące cywilnych uciekinierów w rejonie Kołobrzegu i Trzebiatowa. Baza Kamp stała się jednym z ostatnich punktów ocalenia – wąskim gardłem, przez które próbowano wyrwać ludzi ze śmiertelnego okrążenia mostem powietrznym na zachód. Z tafli jeziora Resko w niebo nieustannie wzbijały się przeciążone maszyny 81.
Eskadry Ratownictwa Morskiego. Kulminacja dramatu nadeszła rankiem 5 marca 1945 roku. Na pokład wodnosamolotu Dornier Do 24T-3 o oznaczeniach kodowych G3+C5 załadowano ponad siedemdziesiąt osób – głównie dzieci z obozów Kinderlandverschickung ewakuowanych z Prus Wschodnich, ich opiekunki oraz rannych żołnierzy. Maszyna, drastycznie przekraczająca dopuszczalną masę startową, oderwała się od wody i z trudem nabierała wysokości.
Rdza, mech i przemijanie betonowych umocnień
Zaledwie kilkaset metrów od brzegu mierzei rozległy się strzały; w łódź latającą trafił pocisk radzieckiej szpicy pancernej docierającej do jeziora bądź w gęstniejącej porannej mgle dosięgnął ją ogień własnej baterii przeciwlotniczej, strzelającej na oślep w narastającym chaosie odwrotu. Dornier runął z wysokości kilkudziesięciu metrów w lodowatą toń, grzebiąc pasażerów w mulistym dnie, z którego do dziś nie wydobyto większości ofiar.
Po wojnie opustoszały garnizon przejęła Armia Czerwona, rabując wyposażenie techniczne i wywożąc ocalałe maszyny, by w 1949 roku przekazać teren Wojsku Polskiemu. Rogowo na kolejne pół wieku zniknęło z map cywilnych, stając się zamkniętą, tajną enklawą militarną. W poniemieckich koszarach i hangarach rozlokowano jednostki obrony przeciwlotniczej – najpierw 82. Pułk Artylerii Przeciwlotniczej, przekształcony później w 75. Pułk, a wreszcie w 2. Zachodniopomorski Pułk Przeciwlotniczy.
Poniemieckie stanowiska działobitni zaadaptowano na potrzeby armat automatycznych S-60 kalibru 57 milimetrów, a z biegiem lat wydmy naszpikowano radarami i zestawami rakietowymi 2K12 Kub. Paraboliczne anteny stacji radiolokacyjnych obracały się ponad koronami sosen, strzegąc wybrzeża w realiach zimnej wojny.
Wojsko opuściło ten rejon dopiero u progu nowego tysiąclecia, pozostawiając za sobą opustoszałe schrony, rdzewiejące maszty antenowe i kilometry popękanych betonowych dróg, które dziś powoli odbiera bałtycka przyroda.
Bezpieczeństwo i przygotowanie do leśnej eksploracji
Wyszłam z mrocznych kazamat z powrotem na popołudniowy blask wydmowego boru. Wiatr od Bałtyku przybrał na sile, uginając korony sosen i zrywając z gałęzi chmary suchych igieł. Przedarłam się przez pas białej wydmy porośniętej trawą piaskownicą prosto na pustą, chłodną plażę. U moich stóp spieniły się lodowate fale, rozbijające się o pozostałości drewnianych ostróg brzegowych i spalone solą pnie wyrzucone przez sztorm.
Spojrzałam wstecz, na zieloną ścianę lasu, w której kryją się zapomniane schrony, betonowe barbety i żelbetowe hangary, oraz na niewidoczną stąd toń jeziora Resko, tulącą w mule szczątki Dorniera i jego bezbronnych pasażerów. Pomyślałam o tym, jak cała ta wojenna machina dwóch armii, arsenały armat, rakiet i hydroplanów, zamieniła się w garść porośniętego mchem gruzu na wąskim skrawku piaszczystego lądu.
Czy stojąc samotnie na tej smaganej wiatrem mierzei, gdzie słony przypływ bezustannie zaciera ślady dawnych tragedii, potrafimy jeszcze usłyszeć cichy krzyk uwięziony na dnie jeziora, czy może morze ma prawo ostatecznie pogrzebać ludzką pychę w wiecznym, kojącym szumie fal?
Powiązane wyprawy i leśne monografie w archiwum
Planując kolejne wyprawy szlakiem zapomnianych obiektów, warto uwzględnić poniższe monografie z naszego archiwum terenowego:
- 🛡️ Bateria BAS 11 w Gdyni-Redłowie – żelbetowe działa zimnej wojny na krawędzi klifu – Szum fal Bałtyku i zimny żelbet ukryty w bukowym lesie Kępy Redłowskiej. Eksploracja zimnowojennej 11. Baterii Artylerii Stałej na… (Raport w archiwum)
- 🛡️ Bateria Blüchera w Ustce – żelbetowe kazamaty i stanowiska dział na bałtyckich wydmach – Monografia leśnych bunkrów Baterii Blüchera w Ustce. Stanowiska dział kalibru 105 mm, podziemne korytarze amunicyjne, chłód żelbet… (Raport w archiwum)
- 🛡️ Opuszczony dywizjon rakietowy w Choczewie – żelbetowe schrony Wołchow w pasie nadmorskich sosen – Wyprawa do ukrytego w nadmorskim borze koło Choczewa 68. Dywizjonu Rakietowego. Puste schrony techniczne, stanowiska ogniowe i cis… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
- 🛡️ Schrony Pozycji Odrzańskiej – żelbet i ślady walk Oderstellung nad brzegiem Odry – Wyszczerbiony żelbet, pancerne płyty ze śladami pocisków i nurt Odry w dole. Eksploracja zapomnianych schronów niemieckiej Pozycji… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
Każda z tych leśnych monografii przybliża fenomen miejsc, w których architektura minionych stuleci stała się nierozerwalną częścią dzikiego ekosystemu.