bunkry-i-forty • • Autor: Cień Historii • 8 min czytania

Schron bojowy „Sowiniec” – samotny żelbet Obszaru Warownego Śląsk pośród pól

Samotny żelbetowy punkt Obszaru Warownego Śląsk wyrastający na środku pola uprawnego w Gostyni. Ślady bitwy wyrskiej z września 1939 roku i pancerne kazamaty.

Masywna żelbetowa bryła polskiego schronu bojowego Sowiniec na falującym polu uprawnym

Podejście przez leśne ostępy i maskowanie w terenie

Droga przecinająca pofałdowany krajobraz między Mikołowem a Gostynią wiła się łagodnymi łukami pośród rozległych, surowych przestrzeni Płaskowyżu Rybnickiego. Było późne popołudnie, a nad śląską ziemią zawisły ciężkie, ołowiane chmury, które zwiastowały rychły, chłodny zmierzch. Zjechałam samochodem na wąską, porośniętą trawą miedzę rozdzielającą dwa rozległe łany i natychmiast zgasiłam silnik.

W kabinie nastała nagła, niemal ogłuszająca cisza, przerywana jedynie miarowym szelestem zeschłych badyli i świstem wiatru wdzierającego się przez uchylone okno. W chłodnym powietrzu unosił się gęsty, wilgotny zapach świeżo zaoranej, tłustej czarnej ziemi, wymieszany z cierpkim aromatem butwiejącego ścierniska. Gdy wysiadłam na rozmiękły grunt, mój wzrok od razu powędrował ku środkowi bezkresnego pola.

Tam, pośród falujących bruzd i szarego bezmiaru jesiennego ugoru, wznosiła się potężna, obca bryła. Ciężki schron bojowy „Sowiniec” tkwił na wzniesieniu niczym samotna, żelbetowa wyspa wyrzucona przez wzburzone fale minionego stulecia. Surowa, geometryczna sylwetka polskiego tradytora odcinała się z brutalną wyrazistością od miękkich linii rolniczego pejzażu, przypominając o dawno zagasłym ogniu, który kiedyś spopielił tę spokojną dziś równinę.

Architektura militarna i żelbetowe stanowiska ogniowe

Podeszłam bliżej, brnąc przez lepkie skiby, które z każdym kolejnym krokiem obciążały moje stopy. Z bliska schron uderzał bezwzględną, monumentalną masą. Przyłożyłam dłoń do chłodnej, szorstkiej ściany; pod opuszkami palców wyczułam precyzyjną fakturę sosnowych desek szalunkowych, odciśniętych w wiążącym betonie ponad osiem dekad temu z rzemieślniczą pieczołowitością. Jednak ta inżynieryjna harmonia nosiła na sobie głębokie piętno wojennej furii. Wędrując po leśnych bezdrożach, podobny nastrój zapomnienia i wtopienia dawnych murów w leśne poszycie odnajdziemy, eksplorując Fort I Salis Soglio, gdzie natura z równą cierpliwością zaciera dawne ślady człowieka.

Pancerne oblicze schronu było podziurawione niczym tarcza strzelnicza. Na staliwnej kopule obserwacyjno-bojowej oraz na żelbetowych ścianach tradytora wpatrywałam się w głębokie leje i kraterowate odpryski – ślady bezpośrednich trafień niemieckich pocisków przeciwpancernych. W niektórych miejscach uderzenia odsłoniły powyginane, rdzawe pręty zbrojeniowe, sterczące z poszarpanego kamienia jak połamane ścięgna prehistorycznego kolosa.

Odszukałam wejście ukryte w załamaniu tylnej ściany, osłaniane przez boczną strzelnicę obrony bliskiej. Schyliłam głowę i przekroczyłam próg niskiego, gazoszczelnego przedsionka, wchodząc prosto w objęcia chłodnego mroku. Zewnętrzny szum wiatru natychmiast ucichł, zastąpiony przez głuchą, grobową martwotę podziemi. Włączyłam czołówkę, a ostry promień światła przeciął unoszący się w powietrzu wilgotny tuman. W nozdrza uderzył mnie przejmujący zapach mokrego betonu, wieloletniej stęchlizny i korodującego żelaza.

Moje kroki niosły się stłumionym echem po betonowych posadzkach izb bojowych.

Podziemne korytarze, izby załogi i magazyny amunicji

Wąskie korytarze doprowadziły mnie do głównych kazamat. W świetle latarki badałam masywne, stalowe pancerze strzelnicze, w których niegdyś spoczywały ciężkie karabiny maszynowe wzór trzydzieści, chłodzone wodą. Na ścianach wciąż tkwiły metalowe uchwyty, zardzewiałe zasuwy oraz wyloty stalowych rur łączności fonicznej, którymi dowódca przekazywał rozkazy do poszczególnych stanowisk ogniowych. W szerszym kontekście historycznym regionu warto również uwzględnić Kościół w Chrapowie, którego relikty ukryte w głębi lasu niosą ze sobą zbliżoną opowieść o dawnej potędze i nagłym zmierzchu.

Przyłożyłam ucho do wylotu rury głosowej; zamiast żołnierskich komend usłyszałam jedynie głuchy, daleki pomruk powietrza krążącego w labiryncie szczelin. W kącie izby załogi dostrzegłam pozostałości pancernej płyty zrzutni granatów i otwory wentylacyjne, które w godzinach najcięższego ostrzału miały ratować obrońców przed zatruciem gazami prochowymi.

Ten żelbetowy rygiel nie znalazł się pośród pól przypadkowo. Wzniesiony w drugiej połowie lat trzydziestych przez polskich saperów i inżynierów wojskowych, stanowił kluczowy element punktu oporu „Gostyń”, rygiel fortyfikacyjny należący do pododcinka południowego Obszaru Warownego Śląsk w ramach Grupy Operacyjnej „Śląsk”.

Gdy o świcie pierwszego września 1939 roku niemiecka machina wojenna ruszyła ku granicom Rzeczypospolitej, w rejonie Gostyni i sąsiednich Wyr rozgorzała jedna z najkrwawszych bitew kampanii wrześniowej na Górnym Śląsku. Przez trzy dni i noce żołnierze 73. Pułku Piechoty, dowodzeni przez podpułkownika Piotra Sosialina, toczyli tu zacięty bój z nacierającymi oddziałami niemieckiej 28. Dywizji Piechoty.

W cieniu dawnego konfliktu: dzieje i zadania bojowe

Szczególnym bohaterstwem odznaczył się kapitan Jan Rybczyński, dowódca batalionu, który osobiście prowadził śmiałe kontrnatarcia przez okoliczne zagajniki i pola, płacąc za to najwyższą cenę – poległ na pobliskich wzgórzach, prowadząc swych żołnierzy do walki na bagnety. Schron „Sowiniec” znalazł się w epicentrum tego żelaznego cyklonu. Odcięty od głównych linii, przyjmował na swoje ściany huraganowy ogień niemieckiej artylerii i czołgów.

W dusznych, rozpalonych kazamatach załoga trwała na stanowiskach pod nieustannym gradem odłamków i duszącego dymu, powstrzymując niemieckie natarcie celnym ogniem flankującym.

Gdy nocą z drugiego na trzeciego września dowództwo wydało dramatyczny rozkaz odwrotu – spowodowany załamaniem polskiej obrony pod Pszczyną i groźbą całkowitego okrążenia – żołnierze opuszczali „Sowiniec” z niewypowiedzianym żalem. Fortyfikacja nie została zdobyta w walce; pozostała niepokonana.

W pamięci tutejszych gospodarzy na zawsze wyryły się powojenne losy tej ziemi: przez całe dziesięciolecia każda wiosenna orka i jesienne podorywki wyciągały na powierzchnię setki mosiężnych łusek z orzełkiem, zniekształcone bagnety z polskimi sygnaturami, hełmy oraz puste taśmy amunicyjne. Ziemia wchłonęła krew obrońców, lecz metalu nie potrafiła strawić.

Rdza, mech i przemijanie betonowych umocnień

Eksploracja tej osamotnionej pozycji wymagała ode mnie nieustannej czujności fizycznej. Już samo podejście od strony szosy okazało się zdradliwe; po porannym deszczu tłusta, śląska glina oblepiała podeszwy moich wysokich butów trekkingowych grubą, śliską warstwą, przez co stopa niebezpiecznie ujeżdżała na krawędziach głębokich bruzd i zarośniętych trawą rowów strzeleckich.

Poruszałam się wyłącznie wydeptanymi skrajami miedz, starając się nie naruszyć obsianych pól, w głębokim szacunku dla ciężkiej pracy tutejszych rolników.

We wnętrzu bunkra światło dnia gasło natychmiastowo. Pomiędzy betonowymi przegrodami panowała nieprzenikniona, lepka ciemność, w której moja mocna latarka czołowa z zapasowym ogniwem okazała się absolutnie niezastąpiona. Promień światła w porę ostrzegł mnie przed niezabezpieczonymi, głębokimi szybami studzienek odwadniających w posadzce, wypełnionymi mętną, stojącą wodą gruntową – chwila nieuwagi mogła zakończyć się tam bolesnym upadkiem i skręceniem stawu. Równie niebezpieczne były skorodowane relikty wyposażenia.

Skórzane rękawice taktyczne wielokrotnie uchroniły moje dłonie przed skaleczeniem o postrzępione, rdzawe krawędzie pancernych płyt, sterczące pręty zbrojeniowe i zwisające z sufitu zardzewiałe haki instalacji filtrowentylacyjnych. W grubych, dwumetrowych żelbetowych murach telefon natychmiast stracił łączność ze światem zewnętrznym, a w leśnych parowach i na bezdrożach orientację zapewniała mi jedynie papierowa mapa topograficzna wraz z niezawodnym kompasem magnetycznym.

Bezpieczeństwo i przygotowanie do leśnej eksploracji

Kiedy po dłuższej chwili wyczołgałam się przez niski przedsionek z powrotem na otwartą przestrzeń, uderzył we mnie rześki powiew wiatru i oślepiły ostatnie promienie gasnącego dnia. Słońce chyliło się ku zachodowi, oblewając purpurą i miedzią rozległe śląskie niebo oraz ciemne bruzdy zaoranych pól. Schron bojowy „Sowiniec” rzucał długi, posępny cień na falującą ziemię, wyglądając niczym skamieniały wartownik, który zapomniał, że wojna dawno minęła.

Wokół panował niczym niezmącony, sielski spokój rolniczego popołudnia, w którym trudno było pomieścić piekło wystrzałów, krzyki rannych i łomot pękającej pod pociskami stali. Ta milcząca, samotna reduta uczy cichej pokory wobec ludzi, którzy w tamten tragiczny wrzesień stanęli na krawędzi żołnierskiego losu, wierni przysiędze do samego końca.

Stojąc na szczycie żelbetowego stropu, pośród chłodu nadchodzącej nocy, patrzyłam na gasnące horyzonty i zastanawiałam się, jak wiele z dawnej odwagi i bezgranicznego poświęcenia potrafilibyśmy odnaleźć w sobie dzisiaj, gdyby na tych samych polach przyszło nam spojrzeć prosto w lufy nadciągającej nawałnicy.

Powiązane wyprawy i leśne monografie w archiwum

Planując kolejne wyprawy szlakiem zapomnianych obiektów, warto uwzględnić poniższe monografie z naszego archiwum terenowego:

  • 🛡️ Fort I Salis Soglio – król Twierdzy Przemyśl i wysadzone kolosy w lesie przy granicy – Król potężnej Twierdzy Przemyśl – gigantyczne, wysadzone bloki betonu w dzikim lesie przy granicy. Moja samotna wyprawa do Siedlis… (Raport w archiwum)
  • 🛡️ Fort 44 Tonie – stalowy gigant Twierdzy Kraków i pancerze podziurawione pociskami – Potężny fort pancerny ukryty w krzakach – pancerne kopuły ze śladami po trafieniach pocisków. Moja samotna wyprawa na wały Fortu 4… (Raport w archiwum)
  • 🏚️ Kościół w Chrapowie – gotycka ruina z polnego kamienia pośród lubuskich pól – Monografia czternastowiecznego kościoła z kamienia polnego w Chrapowie. Puste ostrołukowe okna, zapadnięty dach, zarośnięty cmenta… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
  • 🛡️ Schrony Pozycji Odrzańskiej – żelbet i ślady walk Oderstellung nad brzegiem Odry – Wyszczerbiony żelbet, pancerne płyty ze śladami pocisków i nurt Odry w dole. Eksploracja zapomnianych schronów niemieckiej Pozycji… (Zapowiedź w cyklu publikacji)

Każda z tych leśnych monografii przybliża fenomen miejsc, w których architektura minionych stuleci stała się nierozerwalną częścią dzikiego ekosystemu.

Lokalizacja i współrzędne

Położenie w terenie: Łatwy spacer
Górny Śląsk / Płaskowyż Rybnicki • w pobliżu: Mikołów / Tychy / Gostyń
50.1154° N, 18.8821° E

Etyka i Bezpieczeństwo Odkrywcy

Stan obiektu: Ciemne wnętrza, zalane szyby odwadniające, brak oświetlenia. Obiekty w głębi lasów nie posiadają barierek ochronnych ani oświetlenia. Nigdy nie wchodź na niestabilne korony murów, zbutwiałe belki stropowe ani w nieoświetlone podziemia.

Zasada w lesie: Zabieramy tylko zdjęcia, zostawiamy tylko odciski butów. Szacunek: Nie ruszamy starych kamieni ani roślinności naskalnej.
CH
Cień Historii

Wędrowniczka & leśne ścieżki

Szukam w lasach starych murów, zapomnianych torowisk i miejsc, o których powoli zapominają mapy. Żadnego biura podróży, po prostu ciekawość, plecak i dobre buty.