Miejsca zapomniane • • Autor: Cień Historii • 8 min czytania

Rdzawy komin w lasach pod Strzegomiem. Zapomniana cegielnia i wieża w Jaroszowie

Rdzawy komin w lasach pod Strzegomiem – industrialne ruiny, o których zapomniał świat. Opuszczona cegielnia, wieża i dawne piece ceramiczne ukryte w dolnośląskim zagłębiu gliny.

Zarośnięte ruiny cegielni z wysokim ceglanym kominem pośród drzew pod Strzegomiem

Wędrówka leśnym duktem ku zapomnianemu obiektowi

Zjazd z ruchliwej krajowej piątki w stronę Jaroszowa i Ruska zawsze kojarzył mi się z unoszącym się w powietrzu szarym pyłem strzegomskich kamieniołomów granitu, jednak tym razem szukałam zupełnie innego oblicza dolnośląskiej ziemi. Równy asfalt szybko ustąpił miejsca spękanej drodze z poniemieckiej kostki bazaltowej, która po kilkuset metrach bez ostrzeżenia przeszła w błotnisty, leśny trakt poorany głębokimi koleinami.

Zredukowałam bieg, wsłuchując się w uderzenia gałęzi leszczyny o lusterka i podwozie auta. Uchyliłam szybę, a do kabiny wdarło się wilgotne powietrze nasycone zapachem gnijących liści, mokrej kory oraz specyficzną, cierpką wonią rozmoczonej gliny. Koła buksowały w białawo-żółtej mazi wymywanej z dawnych pokładów kaolinu, zmuszając mnie do ostrożnego lawirowania między wykrotami.

Gdy wreszcie zjechałam na pobocze i wyłączyłam silnik, wokół zapadła gęsta, dzwoniąca w uszach cisza, przerywana jedynie miarowym stukotem kropel deszczu spadających na karoserię. Zapięłam plecak, zarzuciłam aparat na ramię i ruszyłam pieszo w gęstwinę, schodząc ze ścieżki wprost w ścianę dzikich jeżyn.

Bryła budowli, materiał murów i stan zachowania

Dopiero po kilkunastu minutach przedzierania się przez poszycie spomiędzy rudych pni sosen wyłonił się on: potężny, ośmioboczny komin z ciemnoczerwonej cegły, strzelający ponad wierzchołki drzew niczym strażnica zapomnianej fortecy. Wędrując po leśnych bezdrożach, podobny nastrój zapomnienia i wtopienia dawnych murów w leśne poszycie odnajdziemy, eksplorując Cmentarzysko lokomotyw i parowozownia w Wieńcu. Rdza w lasach pod Włocławkiem, gdzie natura z równą cierpliwością zaciera dawne ślady człowieka.

Podeszłam bliżej, a pod moimi podeszwami z głuchym chrzęstem pękały pokruszone dachówki, zbutwiałe gałęzie i odłamki szamotowych kształtek. Wilgoć wisiała w powietrzu jak gęsta zawiesina, mieszając się z ostrym zapachem starego wapna, próchna i osiadłej przed dziesięcioleciami sadzy. Przekroczyłam zrujnowany, ceglany łuk dawnej hali produkcyjnej, gdzie udeptane niegdyś klepisko pokrywał dywan ze szmaragdowego mchu, przez który bezlitośnie przebijały się samosiejki brzóz i paprocie.

Wnętrze dawnego pieca kręgowego typu Hoffmana powitało mnie lodowatym chłodem i grobową akustyką podziemnego labiryntu. Dotknęłam chropowatej ściany komory – cegły były chłodne, nasiąknięte wilgocią i pokryte tłustą powłoką po wielotygodniowych wypałach w żarze sięgającym tysiąca stopni. Na niektórych szamotowych blokach dostrzegłam zatarte, odciśnięte w masie sygnatury dawnych dolnośląskich wytwórni.

Przez wyrwy w zawalonym dachu, skąd zwisały zmurszałe modrzewiowe krokwie z kutymi gwoździami i powyginane płaty rdzawej blachy, wpadały ukośne snopy bladego światła, rysując w powietrzu drobinki kurzu. Wspięłam się ostrożnie po rumowisku, by zajrzeć w głąb dawnej suszarni. Drewniane pomosty i stelaże, na których układano niegdyś schnące wyroby, runęły w dół, tworząc chaotyczny stos przerośnięty bluszczem i zbutwiałym igliwiem.

Eksploracja zakamarków, piwnic i ukrytych detali

Tuż obok wznosiła się przysadzista wieża technologiczna, spięta potężnymi, kutymi ściągami stalowymi, które pod naporem korzeni rozpychających spoiny zaczynały pękać i wyginać się w łuk. Wszędzie walały się relikty dawnej mechanizacji: przerdzewiałe koła pasowe wtopione w rumowisko, resztki masywnych zawiasów na spaczonych framugach oraz żeliwne pokrywy włazów. Zeszłam ostrożnie w głąb kanałów dymowych biegnących promieniście w stronę komina. W szerszym kontekście historycznym regionu warto również uwzględnić Zamek Homole koło Szczytnej, którego relikty ukryte w głębi lasu niosą ze sobą zbliżoną opowieść o dawnej potędze i nagłym zmierzchu.

Każdy krok w tym mroku wymagał skupienia – woda kapała miarowo ze sklepień, a pod warstwą liści kryły się zdradliwe sadzawki, w których odbijały się puste otwory okienne pozbawione szkła.

Historia tego zagubionego w leśnej gęstwinie kompleksu nierozerwalnie splata się z geologicznym bogactwem Przedgórza Sudeckiego. W latach siedemdziesiątych XIX wieku pruscy przedsiębiorcy i geolodzy odkryli w rejonie Jaroszowa oraz Ruska unikalne pokłady glin ogniotrwałych oraz czystego kaolinu, co wywołało w całym regionie prawdziwy boom ceramiczny.

Wznoszono tu nowoczesne zakłady szamotowe i cegielnie, które zaopatrywały w materiały ognioodporne huty całego Śląska i Zagłębia Ruhry, przynosząc fabrykanckim rodom ogromne fortuny. Jednak najmroczniejszy i najbardziej bolesny rozdział w dziejach tutejszych wyrobisk napisała powojenna Polska Ludowa. W 1950 roku komunistyczne władze utworzyły w Rusku ciężki Ośrodek Pracy Więźniów, zorganizowany według bezwzględnych wzorców stalinowskiego gułagu.

Zarys historyczny: powstanie, przeznaczenie i zmierzch

Do Jaroszowa zwożono setki więźniów politycznych – młodych chłopaków ze zrzeszeń antykomunistycznych skazanych za rozrzucanie ulotek czy nieprawomyślne rozmowy, żołnierzy podziemia niepodległościowego oraz pospolitych kryminalistów.

Pod lufami uzbrojonych wartowników z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, w upale i pyle latem oraz przenikliwym mrozie zimą, skazańcy byli pędzeni do niewolniczej pracy w wyrobiskach gliny oraz przy morderczym załadunku rozpalonych pieców, brodząc po kolana w lepkiej mazi i wdychając pył krzemionkowy rujnujący płuca. Wielu z nich przypłaciło ten pobyt kalectwem lub śmiercią z wycieńczenia.

Do dziś starsi mieszkańcy okolicznych wsi powtarzają przy kaflowych piecach mroczne opowieści o tamtych ponurych latach. Mówi się o ucieczce młodego więźnia z 1952 roku, który zgubił obławę w gęstych oparach mgły, lecz wpadł w nocy do głębokiego, zalanego szybiku kopalnianego i utonął w lodowatej toni.

Miejscowi wierzą, że gdy jesienią wiatr uderza od północy, w pustym przewodzie kominowym słychać cichy, metaliczny gwizd przypominający obozowy apel.

Przemijanie dzieł człowieka w objęciach lasu

Eksploracja ruin cegielni w Jaroszowie wymagała ode mnie najwyższej ostrożności, gdyż teren ten usiany był niebezpiecznymi pułapkami, które natura skrzętnie zamaskowała roślinnością. Największym zagrożeniem były podstępne zapadliska dawnych kanałów technologicznych, nieosłonięte studzienki rewizyjne oraz pionowe szyby odwadniające, ukryte pod zwartą warstwą suchych paproci, jeżyn i darni.

Z każdym krokiem doceniałam solidność moich wysokich butów trekkingowych za kostkę z twardą podeszwą o agresywnym bieżniku – po deszczu tutejsza glina kaolinowa przeobrażała się w śliską, mazistą maź, grożącą zjechaniem wprost do wypełnionych wodą wyrobisk. Grube spodnie i skórzane rękawice robocze zabezpieczały ciało przed kolcami, kleszczami i zardzewiałym złomem.

W mrocznych wnętrzach pieców Hoffmanna moja czołówka o szerokiej wiązce światła rozpraszała gęsty mrok, a w gliniastych parowach, gdzie sygnał GSM całkowicie zanikł, drogę powrotną odnajdywałam wyłącznie dzięki mapie topograficznej i własnej rozwadze.

Usiadłam na chłodnym, spękanym cokole z betonu nieopodal potężnej stopy komina, pozwalając zmęczeniu opaść i obserwując, jak gasnące światło późnego popołudnia powoli gasi czerwień ceglanych murów. W takich odosobnionych miejscach z całą mocą uderza mnie nieuchronność, z jaką dzika przyroda odzyskuje to, co człowiek wydarł jej przed stuleciem w imię wielkiego przemysłu.

Informacje praktyczne i bezpieczeństwo na leśnym szlaku

Cała ta ceglana potęga, okupiona nieludzkim trudem robotników i cierpieniem stalinowskich więźniów, dziś obraca się w bezimienny proch pod naporem mchu, wilgoci i korzeni sosen. Ziemia cierpliwie trawi wypaloną glinę, woda wypłukuje resztki zaprawy, a opuszczona fabryka powoli staje się organiczną częścią leśnego krajobrazu – milczącym pomnikiem kruchości ludzkich dokonań, w którym dawne krzyki maszyn zastąpił jednostajny szum wiatru w sosnowych koronach.

W chłodnym powietrzu unosił się przejmujący spokój, jakby wygaszone piece na zawsze pogodziły się ze swoim cichym losem. Gdy dopięłam plecak i ruszyłam leśnym duktem w drogę powrotną do auta, zmierzch kładł się gęstym cieniem na wierzchołkach drzew, a wysmukła sylwetka komina rozpływała się w szarej mgle jak maszt zatopionego na dnie lasu okrętu.

A Wy natrafiliście kiedyś w swoich wędrówkach na tak ukryte w lasach ruiny przemysłowe, w których dawny dramat ludzi splata się ze spokojem przyrody? Szukacie w terenie takich surowych, postindustrialnych świadków historii, czy raczej budzą one w Was zbyt przytłaczający niepokój?

Powiązane wyprawy i leśne monografie w archiwum

Planując kolejne wyprawy szlakiem zapomnianych obiektów, warto uwzględnić poniższe monografie z naszego archiwum terenowego:

  • 🌲 Cmentarzysko lokomotyw i parowozownia w Wieńcu. Rdza w lasach pod Włocławkiem – W internecie krążą opowieści o okrągłej parowozowni i cmentarzysku lokomotyw ukrytym w lasach koło Wieńca. Opowiadam, jak było nap… (Raport w archiwum)
  • ⛪ Perła Żeliszowa – owalna świątynia Langhansa ukryta na dolnośląskiej wsi – Owalna świątynia bez dachu – dawny monumentalny projekt Langhansa ukryty na wsi. Niezwykła historia ewangelickiego kościoła w Żeli… (Raport w archiwum)
  • 🏰 Zamek Homole koło Szczytnej – leśne gniazdo sudeckich rycerzy-rozbójników – Dzikie, kamienne szczątki średniowiecznej warowni rycerzy-rozbójników na leśnej skałce. Wyprawa na zalesiony szczyt Gomoły nad Szc… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
  • 🏛️ Zamek w Gorzanowie – zapomniane oficyny i dziki park dawnych hrabiów – Ogromny kompleks w Kotlinie Kłodzkiej – opowieść o dawnej potędze i zapomnianych ruinach folwarku. Jak wygląda dziś monumentalna r… (Zapowiedź w cyklu publikacji)

Każda z tych leśnych monografii przybliża fenomen miejsc, w których architektura minionych stuleci stała się nierozerwalną częścią dzikiego ekosystemu.

Lokalizacja i współrzędne

Położenie w terenie: Średni szlak
Dolny Śląsk / Przedgórze Sudeckie • w pobliżu: Strzegom / Żarów / Świdnica
50.9856° N, 16.3683° E

Etyka i Bezpieczeństwo Odkrywcy

Stan obiektu: Niezabezpieczone ruiny industrialne; groźba zawalenia stropów, śliskie podłoże i głębokie kanały. Obiekty w głębi lasów nie posiadają barierek ochronnych ani oświetlenia. Nigdy nie wchodź na niestabilne korony murów, zbutwiałe belki stropowe ani w nieoświetlone podziemia.

Zasada w lesie: Zabieramy tylko zdjęcia, zostawiamy tylko odciski butów. Szacunek: Nie ruszamy starych kamieni ani roślinności naskalnej.
CH
Cień Historii

Wędrowniczka & leśne ścieżki

Szukam w lasach starych murów, zapomnianych torowisk i miejsc, o których powoli zapominają mapy. Żadnego biura podróży, po prostu ciekawość, plecak i dobre buty.