Ścieżka przez knieję ku zapomnianej świątyni
Zostawiłam wysłużone auto na grząskim poboczu wąskiego traktu za Bukowskiem, gdzie kończył się zniszczony asfalt, a zaczynała rozjeżdżona przez ciągniki gliniasta maź. Poranek witał mnie gęstą, wiszącą nad kotliną mgłą, nasyconą cierpkim zapachem butwiejącego listowia i wilgotnej ziemi. Przede mną otwierała się bezludna dolina potoku Pielnica – dawna przestrzeń tętniącej niegdyś życiem włościańskiej wsi Wolica.
Dzisiaj na próżno szukać tu jakichkolwiek współczesnych zabudowań czy słupów telegraficznych. Po kilkuset metrach marszu w głąb doliny zniknęły nawet koleiny leśnych maszyn, ustępując miejsca głuchemu, podmokłemu pustkowiu. Jedynym drogowskazem w tym bezkresnym gąszczu były zdziczałe jabłonie, rachityczne grusze o spękanej korze oraz wybujałe kępy bzu czarnego, które z niemą upartością wyznaczały dawne miedze, granice zagród i podwórza dawnych mieszkańców pogranicza łemkowsko-bojkowskiego.
Przejście przez dno doliny wymagało nieustannej czujności i wytężonej uwagi przy każdym kroku. Musiałam dwukrotnie forsować meandrujące koryto Pielnicy, skacząc po śliskich, porośniętych brunatnymi glonami otoczakach piaskowca fliszowego. Woda w potoku była lodowata, a podmyte, gliniaste skarpy osuwały się pod podeszwami ciężkich butów trekkingowych.
Dalej czekała mnie walka ze zwartą ścianą zarośli: pokrzywy sięgały mi do ramion, a kolczaste pędy jeżyn bezlitośnie czepiały się nogawek spodni. W takim terenie największym zagrożeniem nie jest jednak zmęczenie, lecz niewidoczne pułapki ukryte w runie leśnym. Wędrując po leśnych bezdrożach, podobny nastrój zapomnienia i wtopienia dawnych murów w leśne poszycie odnajdziemy, eksplorując Cerkiew w Hulskiem, gdzie natura z równą cierpliwością zaciera dawne ślady człowieka.
Konstrukcja murów, ocalałe sklepienia i zarys ołtarza
Każde zagłębienie terenu musiałam ostrożnie badać końcem kija trekkingowego; pod gęstym kobiercem nawłoci i paproci kryją się tu głębokie leje po dawnych piwnicach zrębowych chyż oraz niezabezpieczone, cembrowane studnie, w których upadek w pojedynkę oznaczałby śmiertelne niebezpieczeństwo.
Z akt grodzkich i dawnych lustracji dóbr królewskich starostwa sanockiego z drugiej połowy XVI wieku wynika, że wieś lokowano na prawie wołoskim i przez stulecia gospodarowały tu dziesiątki pokoleń. Dziś cały ten antropogeniczny krajobraz został bezpowrotnie wessany przez karpacką puszczę.
Kiedy po przedarciu się przez gęsty zagajnik olszowy stanęłam na lekkim wyniesieniu terenu, z mgły niespodziewanie wyłonił się potężny, kamienny masyw. Widok ten uderza z obezwładniającą siłą: pośród dzikiego, zapomnianego lasu, gdzie od dziesięcioleci nie postawiono żadnej ludzkiej chaty, wznoszą się monumentalne, nagie mury greckokatolickiej cerkwi parafialnej pw. św. św. Apostołów Piotra i Pawła.
Świątynię tę wymurowano w 1843 roku, zastępując wcześniejszą, skromną cerkiew drewnianą, wzmiankowaną już w schematyzmach eparchii przemyskiej z XVIII stulecia. Bryła budowli, wzniesiona na planie krzyża łacińskiego z wydłużoną nawą, transeptem i półkoliście zamkniętym prezbiterium, zachwyca swoją klasycystyczną surowością i skalą. To nie była podrzędna kapliczka, lecz dumna, przestronna świątynia, zdolna pomieścić setki wiernych schodzących się w niedziele z całej doliny. W szerszym kontekście historycznym regionu warto również uwzględnić Kościół w Orzechowie, którego relikty ukryte w głębi lasu niosą ze sobą zbliżoną opowieść o dawnej potędze i nagłym zmierzchu.
Sakralne detale, leśny cmentarz i wiekowe nagrobki
Podeszłam do zachodniego portalu wejściowego, gdzie niegdyś wisiały ciężkie, dębowe wrota z kowalskimi okuciami. Dziś po odrzwiach pozostał jedynie pusty, ociosany wykrój w murze o grubości przekraczającej metr.
Mury cerkwi wzniesiono w tradycyjnym wątku opus emplectum – zewnętrzne i wewnętrzne lica ułożono ze starannie dobranych ciosów łamanego piaskowca karpackiego oraz rzecznych głazów wydobytych wprost z Pielnicy, zaś przestrzeń między nimi zalano zaprawą wapienną zmieszaną z drobniejszym rumoszem i tłuczniem.
Niezwykle interesujący jest detal techniczny: narożniki oraz newralgiczne partie konstrukcyjne, takie jak potężne łuki tęczowe i ościeża okienne, wymurowano z doskonale wypalonej, pełnej cegły ceramicznej, spojonej niezwykle twardą zaprawą z domieszką piasku rzecznego. Przyglądając się pionowym płaszczyznom ścian, bez trudu dostrzegłam regularne, kwadratowe otwory maczulcowe – puste gniazda po belkach drewnianych rusztowań, na których w latach 40.
XIX wieku stali ruscy i polscy murarze wznoszący te mury ku chwale Boga.
Historia parafii, dawni wierni i zawierucha dziejowa
Gdy przekroczyłam próg kruchty i weszłam do wnętrza dawnej nawy, na moment wstrzymałam oddech. Zamiast kościelnej posadzki pod moimi stopami rozciągało się leśne poszycie, a z wnętrza świątyni wyrastały prosto ku niebu wysokie, kilkunastoletnie jesiony, brzozy i jawory. Ich konary sięgały daleko ponad zniszczoną koronę murów, tworząc żywe, zielone sklepienie w miejscu, gdzie niegdyś wznosiła się potężna kopuła.
Rozbudowane systemy korzeniowe drzew z niesamowitą siłą rozsadzają resztki kamiennej podłogi i wdzierają się w fundamenty, krusząc wiekowe spoiwa. Nad moją głową wisiały potężne, ocalałe łuki tęczowe spinające ramiona transeptu; w kluczach sklepień widać było niebezpiecznie obluzowane cegły, grożące runięciem przy silniejszym podmuchu wiatru. Ściany wewnętrzne, smagane od kilkudziesięciu lat deszczem, mrozem i wiatrem, częściowo utraciły wyprawę tynkarską.
Jednak w zacienionych partiach dawnego prezbiterium, w załamaniach nisz i pod gzymsami, odnalazłam zachowane fragmenty pobiały wapiennej oraz blade, wyblakłe ślady polichromii – smugi głębokiego błękitu i ugrowe lamówki, niemi świadkowie dawnego dostojeństwa tego miejsca. W pustych, pozbawionych ram otworach okiennych ocalały miejscami żelazne, kute kotwy i fragmenty dekoracyjnych kratownic, pokryte grubą, chropowatą warstwą rudej rdzy.
Stojąc pośrodku nawy, pośród szumu liści poruszanych podmuchami chłodnego wiatru, nie sposób uciec od tragicznej historii, która zgotowała tej budowli zagładę. Wolica dzieliła dramatyczny los setek wsi łemkowskich i bojkowskich w tym rejonie Karpat. Po zakończeniu II wojny światowej dolina Pielnicy stała się areną brutalnych starć pomiędzy polskim wojskiem a sotniami Ukraińskiej Powstańczej Armii.
Wiosną 1946 roku wieś została w znacznej mierze spalona, a dopełnieniem katastrofy była wiosna 1947 roku i militarna Akcja „Wisła”. Cała ludność została bezwzględnie wysiedlona, spędzona pod karabinami do punktów zbiorczych i załadowana w bydlęce wagony na stacji kolejowej w Zagórzu, by trafić na poniemieckie gospodarstwa na Warmii, Mazurach i Pomorzu Zachodnim.
Cisza leśnej nawy i sacrum pośród drzew
Ocalałą, solidną cerkiew spotkał los typowy dla architektury sakralnej na terenach przejętych przez Państwowe Gospodarstwa Rolne: zaadaptowano ją na magazyn sztucznych nawozów oraz owczarnię. Agresywne związki chemiczne z pylących worków saletry i superfosfatu wżarły się w tynki i zniszczyły podwaliny murów, a wilgoć i brak bieżących napraw dopełniły dzieła. Gdy na przełomie lat 70. i 80.
XX wieku pod naporem zalegającego śniegu załamała się blaszana więźba dachowa i runęła kopuła, opuszczony obiekt ostatecznie oddano we władanie przyrodzie.
Wychodząc przez wyłom w murze północnym, skierowałam się na dawny przycerkiewny cmentarz, którego zarysy nikną dziś w gąszczu paprotników i zdziczałego barwinka. Wśród kęp mchu i butwiejących gałęzi odnalazłam kilka powalonych nagrobków wykonanych z lokalnego piaskowca oraz resztki żeliwnych, ażurowych krzyży o trójramiennym, greckokatolickim układzie.
Litery cyrylicy, wyryte niegdyś przez ludowych kamieniarzy z ośrodka w pobliskim Krasnej lub Posadzie Rybotyckiej, były już niemal całkowicie zatarte przez erozję i zacieki kwasów humusowych. Przetrwały jedynie kamienne podmurówki dzwonnicy parawanowej, niegdyś wzywającej dzwonami na nabożeństwa mieszkańców całej kotliny.
Szacunek dla miejsca i praktyczne wskazówki dojścia
Dotknięcie chłodnego, wilgotnego kamienia w tym miejscu wywołuje dojmujące uczucie obcowania z cywilizacją, która została stąd wycięta w sposób nagły i bezwzględny, pozostawiając po sobie jedynie kamienne szkielety.
Dopiero późnym popołudniem, gdy cienie drzew wewnątrz nawy zaczęły gwałtownie się wydłużać, a z wilgotnego koryta Pielnicy poczęły podnosić się wieczorne mgły, spakowałam aparat i ruszyłam w drogę powrotną. Marsz powrotny w stronę Bukowska pod górę, przez zroszone i zapadające w zmrok chaszcze, wymagał podwójnej ostrożności, by nie skręcić nogi na zdradliwych lejach i kamieniach rzecznych.
Za plecami zostawiłam gigantyczny, kamienny szkielet cerkwi w Wolicy – majestatyczny pomnik dawnego świata, powoli i nieubłaganie trawiony przez karpacki las. Czy znacie inne miejsca na Pogórzu Bukowskim lub w Bieszczadach, gdzie natura w tak bezwzględny, a zarazem spektakularny sposób przejęła wnętrza opuszczonych świątyń?
Powiązane wyprawy i leśne monografie w archiwum
Planując kolejne wyprawy szlakiem zapomnianych obiektów, warto uwzględnić poniższe monografie z naszego archiwum terenowego:
- ⛪ Cerkiew w Hulskiem – bieszczadzki klasyk w dolinie potoku pożerany przez las – Bieszczadzki klasyk – ruinę dawnej świątyni i dzwonnicy powoli pożera las nad potokiem. Moja wędrówka przez zaginioną wieś bojkows… (Raport w archiwum)
- ⛪ Opuszczona cerkiew w Dziewięcierzu – kamienne krzyże bruśnieńskie i pamięć Podlesia – Pomiędzy wzgórzami Roztocza Wschodniego a linią granicy stoją ruiny cerkwi i kamienny cmentarz. Eksploracja wysiedlonego Podlesia … (Raport w archiwum)
- ⛪ Kościół w Orzechowie – samotna świątynia wysiedlonej warmińskiej wsi – Zapomniana wieś, z której zostali tylko ludzie na cmentarzu i opuszczona czerwona świątynia w lesie. Jak rządowy ośrodek w Łańsku … (Zapowiedź w cyklu publikacji)
- ⛪ Ruiny kościoła w Ostrowitem – gotycka świątynia nad brzegiem borowiackiego jeziora – Samotne, czerwone mury gotyckiej świątyni tuż nad brzegiem jeziora w Borach Tucholskich. Historia opuszczonego kościoła św. Jakuba… (Zapowiedź w cyklu publikacji)
Każda z tych leśnych monografii przybliża fenomen miejsc, w których architektura minionych stuleci stała się nierozerwalną częścią dzikiego ekosystemu.